Zawód z pasją: specjalista ds. medycyny roślinOchrona i leczenie roślin to bardzo rozwojowa dziedzina agrobiznesu. Na rynku jest bardzo duży popyt na specjalistów - mówi Małgorzata Biesaga, absolwentka kierunku medycyna roślin na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Sama pracuje od kilku miesięcy w firmie Agrecol Studio, ukierunkowanej na zieleń ogrodową i domową.

Skończyła Pani w tym roku studia inżynierskie na kierunku medycyna roślin na Wydziale Przyrodniczo-Technologicznym Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Czym teraz zajmuje się Pani zawodowo?
Pracuję w firmie Agrecol z Wieruszowa. Firma skupia się na rynku hobbystycznym, to znaczy na właścicielach przydomowych ogrodów oraz zieleni domowej. Zasłynęła w kraju z produkcji Biohumusu, organicznego nawozu pochodzącego z naturalnego wermikompostu produkowanego przez dżdżownice kalifornijskie.. Sprzedaje również inne nawozy organiczne i mineralne. Ma w swojej ofercie środki do pielęgnacji i ochrony roślin. Dla Agrecolu pracują całej Polsce przedstawiciele, którzy zajmują się doradztwem i sprzedażą produktów. Ja pracuję we wrocławskim oddziale - Agrecol Studio. Prowadzę doradztwo na infolinii dla klientów szukających właściwych środków do pielęgnacji roślin oraz do walki z chorobami, chwastami i szkodnikami, Dbam także o dokumentację sprzedażową naszych środków, w tym o merytoryczną zawartość ulotek i etykiet Prowadzę działalność edukacyjną, pisząc artykuły do naszego serwisu poradniczego InspiracjeOgrodnicze.pl oraz przygotowując scenariusze do filmów instruktażowych dla klientów.

Dlaczego wybrała Pani taki kierunek jak medycyna roślin?
Pochodzę z małej miejscowości w Kotlinie Kłodzkiej. Od dziecka interesowałam się ogrodnictwem. Na działce rodziców miałam nawet “swój” kawałek, gdzie hodowałam np. cyprysiki, floksy, jałowce, rozchodniki. W liceum ogólnokształcącym w Kłodzku uczyłam się w klasie o profilu biologiczno-chemicznym. Po maturze zdecydowałam się na studia inżynierskie, a potem magisterskie na kierunku architektura krajobrazu na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Kiedy kończyłam tam ostatni rok studiów inżynierskich, na mojej uczelni powstawał nowy, unikatowy kierunek medycyna roślin. W tym samym czasie wysłuchałam wykładu prof, UPWr dr hab. inż Krzysztofa Matkowskiego na temat chorób i szkodników roślin ozdobnych, Pomyślałam, że medycyna roślin wpasowuje się idealnie w moje zainteresowania. Podjęłam studia na medycynie roślin i uważam, że to rzeczywiście był strzał w dziesiątkę. Mam wrażenie, że otworzyłam sobie nową ścieżkę rozwoju. Absolwenci medycyny roślin bez problemu znajdują pracę w zawodzie. Po architekturze krajobrazu najbardziej oczywiste jest otwieranie własnej działalności gospodarczej. Na to niestety nie byłoby mnie stać.
Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu Wydział Przyrodniczo-Technologiczny
Jak obecnie wygląda rynek pracy dla absolwentów medycyny roślin?
Mamy bardzo duży popyt na specjalistów ds. ochrony i leczenia roślin w agrobiznesie,. Z jednej strony pracowników szukają duże firmy oferujące środki do zwalczania chwastów, chorób i szkodników, takie jak BASF czy Bayer. Z drugiej strony średnie i duże gospodarstwa rolne poszukują pracowników, którzy potrafią diagnozować zagrożenia dla upraw, chronić je i usuwać .Jest też duże zapotrzebowanie na porady, np, ze strony studiów architektury krajobrazu i firm ogrodniczych. To w sumie kilkadziesiąt tysięcy pracowników zajmujących się w różny sposób medycyną roślin. Słyszałam, że rocznie na rynku pojawia się kilkaset ofert pracy dla absolwentów mojego kierunku.

Jak wyglądał program studiów na medycynie roślin?
Program kształcenia można podzielić na trzy części. Pierwszy to wiedza na temat roślin hodowlanych: ozdobnych, sadowniczych, ogrodniczych i rolniczych. Drugi obszar wiedzy dotyczy różnych rodzajów zagrożeń wywołujących choroby, takich jak roztocza, grzyby, wirusy i bakterie, szkodniki (nie tylko gryzonie, ale i ptaki, ślimaki), chwasty. niedobory składników pokarmowych. Trzeci obszar wiedzy to środki zapobiegania i leczenia chorób oraz usuwania ich przyczyn. Poznawaliśmy różne substancje chemiczne i biologiczne, takie jak herbicydy, fungicydy, zoocydy. Uczyliśmy się rozpoznawać zagrożenia oraz odpowiednio dobierać i dawkować substancje ochronne i lecznicze.

To chyba dość praktyczne studia?
To prawda. Poza wykładami i ćwiczeniami mieliśmy dużo zajęć laboratoryjnych oraz wyjazdów w teren na poletka doświadczalne Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu oraz do prywatnych gospodarstw rolnych i ogrodniczych. Mieliśmy tam m.in. zajęcia z entomologii, uprawy roślin, fitopatologii.

Sprawdź szczegółowe informacje: studia na kierunku Medycyna roślin

Czy to były dla Pani trudne studia?
Pierwszy rok ma sporo zajęć teoretycznych, takich jak chemia czy biochemia. Nie są to wykłady i ćwiczenia łatwe, ale trzeba zacisnąć zęby i je przetrwać. Przedmioty z początku studiów są niezbędne do przyswajania wiedzy specjalistycznej z medycyny roślin na kolejnych semestrach. Bardzo się przydają też potem podczas pracy.

Jaki jest Pana największy do tej pory sukces zawodowy?
Pracuję po ukończeniu studiów dopiero kilka miesięcy. Na razie moim największym sukcesem zawodowym jest to, że widzę jak przydatna jest wiedza z moich studiów. Jadę do sadu czy do ogrodu, którego właściciel ma kłopot z roślinami. Od razu jestem w stanie zdiagnozować przyczynę i doradzić skuteczne rozwiązanie problemu. Pomaganie ludziom daje mi bardzo dużą satysfakcję..

Jak Pani dalej chciałaby się rozwijać zawodowo?
Widzę, że medycyna roślin to bardzo rozwojowy obszar biznesu. Warto się w nim specjalizować. Mam nadzieję, że będzie to możliwe w mojej obecnej firmie. Podczas pracy w niej zdobędę kolejne cenne doświadczenia praktyczne.Małgorzata Biesaga, absolwentka kierunku medycyna roślin na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu