Specjalnie dla naszego portalu Studiaa.net z prof. dr. hab. inż. Rafałem Palejem, prorektorem Politechniki Krakowskiej rozmawia Marcin Pera.


Jak dziś Pana zdaniem wygląda sytuacja uczelni technicznych? Czy może istnieć ich naprawdę wiele? W jakim miejscu jest obecnie Politechnika Krakowska na tle innych polskich uczelni technicznych?
Przypuszczalnie, w zależności od tego, kto będzie się wypowiadał w tej kwestii, możemy spodziewać się różnych opinii. Po ponad rocznej działalności w charakterze prorektora widzę, że nie jest źle. Głównie dlatego, że obecnie występuje duże zapotrzebowanie na absolwentów z wykształceniem technicznym. Takie sygnały dochodzą do nas od pracodawców, a potwierdzają je opinie pojawiające się na łamach prasy, gdzie wypowiadają się eksperci z różnych dziedzin. Zarówno w Polsce jak i w Europie zaczyna brakować inżynierów. To jest dobre zjawisko dla uczelni technicznych i ważna informacja dla kandydatów na studia techniczne.

Uczelnie techniczne zlokalizowane w mniejszych miastach mogą odczuć nadchodzący niż demograficzny bardziej niż uczelnie zlokalizowane w Warszawie, Krakowie czy we Wrocławiu, gdyż okres studiów to nie tylko zdobywanie wiedzy, to też możliwość uczestniczenia w barwnym życiu studenckim. Duże uczelnie z tradycjami mają bogatszą ofertę edukacyjną, więcej kontaktów z uczelniami zagranicznymi i sądzę, że na rynku edukacyjnym pozostaną niezagrożone. Oczywiście wierzę głęboko, że Politechnika Krakowska ze swoją ponad 60-letnią tradycją znajdzie się w gronie szkół najchętniej wybieranych.

Czy istnieje rywalizacja? Kraków jest przecież specyficznym miastem, gdzie znajdują się dwie wielkie uczelnie techniczne.
Nie tylko w Krakowie mamy do czynienia z taką sytuacją. Podobnie jest w Warszawie, gdzie konkurują między sobą Politechnika Warszawska i Wojskowa Akademia Techniczna.

Jednak nie jest to powszechna sytuacja, nawet w skali naszego kraju. A w Krakowie jest to tym bardziej ciekawe, że współpracujecie Państwo nie tylko z AGH, ale również z Uniwersytetem Jagiellońskim i Akademią Rolniczą.
Współpraca występuje w sferze tematów naukowych dzięki łączeniu potencjału naukowego krakowskich uczelni, co powinno dać pozytywne efekty w pozyskiwaniu środków unijnych. Natomiast zupełnie naturalną rzeczą jest rywalizacja o studentów, przede wszystkim z AGH. Przy czym jest to zdrowa konkurencja, której efektem powinno być tylko i wyłącznie podnoszenie jakości kształcenia na obu uczelniach.

I to chyba cały obszar rywalizacji pomiędzy uczelniami technicznymi naszego środowiska akademickiego. Nie odczuwam natomiast rywalizacji pomiędzy różnymi ośrodkami akademickimi np. krakowskim i wrocławskim. Kandydaci z reguły wybierają uczelnie bliżej swego miejsca zamieszkania. Oczywiście zdarzają się przypadki, gdy ktoś znad morza studiuje w Krakowie, jednak dzieje się tak niezmiernie rzadko. Kraków ma nieodparty urok i olbrzymie tradycje, więc choćby z tego powodu, choć oczywiście nie tylko, nie dziwią mnie tego typu wybory.

Wielu ekspertów twierdzi, że nie dorastamy do potrzeb rynku...
To jest i będzie zawsze bardzo aktualny temat. Chodzi o to, aby nawiązywać ścisłą współpracę z prężnymi firmami. My to czynimy. Przykładem może być choćby umowa o współpracy dydaktycznej z firmą ComArch. W ten sposób kadra dydaktyczna jest bliżej tego, co dzieje się na rynku, a studenci mają możliwość odbywania praktyk i podejmowania ciekawych tematów prac dyplomowych. Dziś jesteśmy świadkami olbrzymiego rozwoju technologicznego w każdej dziedzinie. Kiedyś to uczelnie były ośrodkiem postępu, a dzisiaj muszą podążać za tymi, którzy narzucają tempo, czyli potężnymi koncernami typu IBM. Tam technologie tworzone są dzięki dużym pieniądzom, których niestety brak na uczelniach.

Niezbędna jest współpraca?

Żeby zaspokoić potrzeby przyszłego pracodawcy, musimy śledzić postęp technologiczny. W dobie globalizacji charakteryzującej się wieloma inwestycjami światowych firm w Polsce współpraca z przemysłem jest obopólnie korzystna. To dzięki niej jesteśmy w stanie dobrze przygotować studentów do przyszłej pracy.
Z drugiej jednak strony studiowanie to także gimnastykowanie umysłu. Absolwent wyższej uczelni, oprócz posiadania niezbędnej wiedzy i umiejętności, musi mieć twórczy umysł, wyrobiony krytycyzm oraz zdolność stałego rozwoju. Tego również staramy się uczyć naszych studentów.

Nie uciekniemy od tematu matury. Tego zresztą nie powinniśmy czynić, gdyż młodzi ludzie, którzy w tym roku podejdą do tego egzaminu, nie wiedzą, na jakich zasadach będą przyjmowani na uczelnie. Czy mógłby Pan przybliżyć, jak ta sytuacja będzie wyglądała na Politechnice Krakowskiej?

Przede wszystkim na naszej uczelni uprościliśmy zasady rekrutacji do minimum. Dla każdego kierunku studiów podane są zwykle 3 przedmioty (do wyboru). Oczywiście króluje matematyka. Bierzemy pod uwagę najlepszy wynik uzyskany na maturze z przedmiotu akceptowanego na wybranym kierunku. Każdy przedmiot (z wyjątkiem informatyki) można zdawać albo na poziomie podstawowym, albo rozszerzonym. Zdając na poziomie podstawowym można uzyskać maksymalnie 100 punktów, podczas gdy przedmiot zdawany na poziomie rozszerzonym może dostarczyć łącznie 200 punktów (punkty z poziomu rozszerzonego + punkty z poziomu podstawowego doliczone na podstawie tabeli ustalonej przez MEN). Uważam, że jeśli ktoś będzie chciał zdawać przykładowo na Budownictwo na Wydziale Inżynierii Lądowej, to egzamin na poziomie podstawowym może nie wystarczyć, by dostać się na ten kierunek. Zachęcam wszystkich do zdawania wybranego przedmiotu – najlepiej matematyki – na poziomie rozszerzonym. Tym bardziej, że obecny poziom rozszerzony będzie zawierał elementu typowe w ubiegłych latach dla poziomu podstawowego.

Istotny będzie jeden przedmiot?
Tak jak powiedziałem: do wyboru będzie kilka przedmiotów, takich jak: matematyka, fizyka czy biologia. Przy tworzeniu listy rankingowej wzięty zostanie przedmiot, z którego wynik egzaminu wypadł najlepiej. Oczywiście nie wszystkie trzeba zdawać na maturze!

Zapewne obok studentów dziennych przyjmiecie Państwo, tak jak inne uczelnie, wielu studentów zaocznych. Tymczasem ostatnio sporo mówi się o zabraniu im dofinansowania z ministerstwa. Ponadto często wymienia się przykłady gorszego traktowania studentów zaocznych w stosunku do ich kolegów ze studiów dziennych...

Bez wątpienia w najbliższych latach będziemy świadkami zmniejszenia się liczby studentów niestacjonarnych studiów pierwszego stopnia. Jedną z przyczyn będzie z pewnością zlikwidowane od stycznia tego roku dofinansowanie do studiów niestacjonarnych. Spodziewam się jednak większej liczby chętnych na uzupełniające studia magisterskie (drugiego stopnia), które trwają zwykle 3 semestry. Już odnotowujemy zwiększone zainteresowanie studiami na tym poziomie. Być może będziemy prowadzić rekrutację dwa razy w roku, aby chętni na studia nie musieli czekać zbyt długo po zakończeniu studiów pierwszego stopnia.
Studenci studiów niestacjonarnych muszą jednak płacić czesne, gdyż studia te muszą być samofinansujące się. Brak dofinansowania do tych studiów z ministerstwa musi spowodować wzrost czesnego.

Czy nie jest to niesprawiedliwe wobec tych studentów?

Ministerstwo postawiło studentów studiów niestacjonarnych i uczelnie w niezbyt komfortowej sytuacji. Uczelnia bowiem nie może dopłacać do tych studiów, a studenci, którzy rozpoczęli studia na innych zasadach, muszą teraz przyjąć nowe warunki finansowania. Konieczne jest bowiem podniesienie czesnego wyliczonego na podstawie ponoszonych kosztów kształcenia. Na naszej uczelni wzrost ten będzie wynosił średnio 10 %, a więc nie będzie duży.

Ale skutek jest taki, że zamiast podnosić poziom edukacji, znów podnosimy jej cenę dla tych, którzy najbardziej jej potrzebują.
Nie obawiałbym się o poziom nauczania na uczelniach publicznych. U nas nie otrzymuje się oceny dostatecznej "na wejściu". Nie jest rzadkością konieczność powtarzania przedmiotu. Jakość dyplomu zależy w dużym stopniu od marki uczelni. Oceny poziomu kształcenia na uczelniach publicznych, wystawiane przez Państwową Komisję Akredytacyjną, są z reguły pozytywne.

Właśnie dlatego wybierający studia uczniowie wolą iść na studia zaoczne renomowanej uczelni niż na dzienne w szkołach niepublicznych.
Tak. I myślę, że postępujący niż demograficzny spowoduje, że część uczelni niepublicznych będzie miała kłopoty z utrzymaniem się na rynku. Proces ten będzie jednak postępował stopniowo. Mam też wielką nadzieję, że ta tendencja przyczyni się do ciągłej poprawy jakości kształcenia na wszystkich uczelniach.

Rozwiązaniem będzie na przykład łączenie się małych szkół w większe. To rozwiązanie sugeruje obecny Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Integracja jest dobrym pomysłem na rozwiązanie tego problemu. Sądzę, że mniejsza uczelnia powinna znaleźć sobie uczelnię o podobnym profilu i uznanej renomie, by dzięki odpowiedniej współpracy wzmocnić się kadrowo, programowo, i dzięki temu móc pod wspólną nazwą dobrze kształcić studentów z najbliższego rejonu.

A czy jakimś rozwiązaniem byłoby wprowadzenie opłat za studia dzienne? Obecnie przecież zwiększa się tylko różnice, bo na studiach dziennych nie ma opłat, a studenci zaoczni mają płacić coraz więcej...
Studia stacjonarne (dzienne) nie są całkowicie bezpłatne. Za powtarzane zajęcia studenci wnoszą odpowiednią opłatę. Jest to jednak zdecydowanie mniej niż opłaty ponoszone przez studentów studiów niestacjonarnych.

Czy zatem powinno się wprowadzić jakieś opłaty?
To jest paradoks. Wszystkim bowiem wydaje się, że studia stacjonarne powinny być bezpłatne, aby spełniona była zasada sprawiedliwości społecznej. Jednak trzeba sobie zdać sprawę z tego, że są to studia bezpłatne tylko dla tych, których było stać na dostanie się na nie. Mam tu na myśli uczniów, którzy kończyli elitarne szkoły ponadgimnazjalne, których stać było na korepetycje itp. A zatem z reguły studiują ludzie lepiej sytuowani, których na studiowanie i tak byłoby stać, a, paradoksalnie, ich edukacja finansowana jest z pieniędzy także tych najbiedniejszych. Wsłuchując się w wypowiedzi ważnych osób w środowisku akademickim, przychylam się do zdania, że wszystkie formy studiów powinny być płatne. Nie oznacza to, że zwalniamy państwo z obowiązku finansowania szkolnictwa wyższego. Państwo powinno finansować w dużo większym stopniu wszelkiego rodzaju stypendia, w tym stypendia za wyniki w nauce.

Rozwiązanie to będzie możliwe dopiero po opracowaniu systemu stypendialnego. Do tego jednak potrzeba bardzo dobrego systemu informatycznego, który by go obsługiwał. Niestety w Polsce nie doczekaliśmy się jeszcze ujednolicenia nazw i skali ocen, a co dopiero jednolitego systemu informacyjnego.

Jaka jest Politechnika Krakowska? Jaka jest jej przyszłość?
Politechnika Krakowska ma swoje mocne strony, choć nadal jest wiele spraw do rozwiązania.
Gdy mowa o mocnych stronach naszej uczelni, to przede wszystkim wymienić należy kadrę, która nieustannie się rozwija. Są takie kierunki, jak Architektura i Urbanistyka, gdzie mamy co roku rzeszę chętnych do studiowania. Na tym kierunku posiadamy akredytację nie tylko Państwowej Komisji Akredytacyjnej, ale także Brytyjskiego Stowarzyszenia Architektów (RIBA), co jest rzadkością w europejskich uniwersytetach. Są też bardzo popularne kierunki, jak Budownictwo czy Informatyka, na którą co roku startują bardzo zdolni kandydaci. Łącznie kształcimy na 17 kierunkach, ale mam nadzieję, że niebawem wprowadzimy kolejne, takie jak Mechatronika czy Inżynieria biomedyczna. Cały czas staramy się doskonalić programy nauczania.

Ponadto współpracujemy z wieloma uczelniami w całej Europie. W programie Socrates/Erasmus z samego tylko Wydziału Architektury uczestniczy ponad 100 studentów rocznie. To oczywiście stanowi promocję dla uczelni, przynosząc równocześnie olbrzymią korzyść dla studentów. Mamy warunki na to, by dyplom naszej uczelni był prawdziwą przepustką do interesującej i dobrze płatnej pracy. Takie też są nasze ambicje.

Przejdźmy do kwestii związanych z edukacją w nieco szerszym zakresie. Jak ocenia Pan polski system edukacji? Co, z Pańskiego punktu widzenia, należałoby w nim zmieniać?
Przede wszystkim należałoby zmienić podejście do nauczania matematyki na wszystkich szczeblach edukacji. Matematyka nie jest potrzebna tylko na studiach technicznych. Należy próbować zmienić nastawienie uczniów do matematyki. Dobrze wyłożona mogłaby być nawet polubiona.

Przechodząc do studiów wyższych, to odczuwany wszyscy opóźnienia w wydawaniu rozporządzeń ministra uzupełniających Prawo o szkolnictwie wyższym. Są duże opóźnienia ze standardami kształcenia, które są niezbędne przy opracowywaniu planów studiów w systemie dwustopniowym.

Być może szybkość poświęcana jest kosztem jakości, gdyż minister sam mówi, że dziś trzeba przede wszystkim postawić na jakość.
Zgoda. Z tym że jakość nie wynika bezpośrednio z ustawy, ale np. z oceny rynku. Jakość kształcenia można sprawdzić po tym, gdzie trafią absolwenci poszczególnych uczelni. Ważna jest tu oczywiście rola Państwowej Komisji Akredytacyjnej, która sprawdza poziom kształcenia na poszczególnych kierunkach studiów.

Wracając do ustawy, to trzeba powiedzieć, że jest to duży krok naprzód. Ustawa ta rodziła się przez piętnaście lat. Ciągle jednak brakuje konkretów, które muszą pojawić się we wspomnianych rozporządzeniach ministra.

Czy w takim razie pokusiłby się Pan w podsumowaniu tematu o ocenę obu ministerstw związanych z edukacją?

Jeśli chodzi o MNiSW to powtórzę wcześniejszy zarzut związany z opóźnieniami w wydawaniu rozporządzeń. Ustawa pojawiła się w lipcu 2005 roku, a więc upłynęło już wiele czasu na opracowanie odpowiednich rozporządzeń.

Moja opinia o ministrze edukacji nie różni się zasadniczo od negatywnych opinii wielu publicystów, czy specjalistów z tej dziedziny. W pomysłach ministra jest sporo rzeczy rozsądnych, jednak sposób ich wprowadzania nie był i chyba nadal nie jest właściwy. Przykładowo, dopuszczenie, by na maturze jeden egzamin mógł być niezdany, mogłoby być wprowadzone dopiero wtedy, gdy matematyka byłaby obowiązkowa.

Czy uważa Pan, że na maturze powinna się pojawić obowiązkowa matematyka?
Niekoniecznie. Są kierunki studiów, na których matematyka jest konieczna, i wówczas uczeń powinien ją zdawać na maturze. Ale to nie musi być przymus dla każdego maturzysty.

Na koniec chciałbym jeszcze zapytać o coraz częściej poruszaną kwestię drogi naukowej. Wielu optuje za zmianami i za jej przyspieszeniem. Jaka jest Pańska ocena tej sytuacji?
Uważam, że w naszym systemie powinna pozostać habilitacja. To nie ma być coś, co ma zniechęcać do kariery naukowej. Myślę, że studia trzeciego stopnia przyspieszą nie tylko doktoraty, ale również i habilitacje, tak by młody, zdolny naukowiec mógł stać się doktorem habilitowanym już w wieku 40 lat. Myślę, że habilitacja to świetny szczebel kontrolny pomiędzy doktoratem i profesurą.