logo kul jpg„Przychodzi student do dziekanatu…” - tak zaczyna się wiele studenckich historii bez happy endu. Według obiegowej opinii, studenci mają za zadanie chodzić na zajęcia i nie przysparzać problemów wykładowcom. Czy na uczelni student zawsze jest traktowany jako „petent”? Czy wykładowcy i pracownicy dziekanatu widzą w studencie tylko zło konieczne? Jak sytuacja wygląda na KUL opowiada Agnieszka Wójcik, studentka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.



Studiujesz na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (KUL), dlaczego wybrałaś akurat tę uczelnię?
Zawsze chciałam studiować  w miejscu, gdzie traktuje się studenta “jak człowieka”, a nie jak numer w indeksie. Zwracałam uwagę przede wszystkim na kadrę oraz „klimat” na studiach. Chodziło mi o to, żeby wykładowcy byli praktykami w swojej dziedzinie i jednocześnie osobami, z którymi można porozmawiać nie tylko podczas zajęć, ale na dyżurach, kołach zainteresowań, czy choćby na przysłowiowym korytarzu. Stąd też szczególną uwagę zwróciłam na KUL. I dobrze trafiłam - na KUL nie jesteśmy tzw. petentami tylko studentami z prawdziwego zdarzenia. Nikt nie traktuje nas jak zło konieczne, z którym trzeba mierzyć się każdego dnia.

ZOBACZ OFERTĘ STUDIÓW NA KUL 

Czy jest dystans między wykładowcami i studentami? Przecież spora część kadry KUL to księża, a w Polsce relacje duchowny - świecki często trudno nazwać partnerskimi.
Kadrę, w większości składającą się z księży, spotkamy na Wydziale Teologii - co jest pewnie zrozumiałe. Inne wydziały to głównie wykładowcy świeccy. Jeśli ktoś myśli, że wszystkie zajęcia będą przeprowadzane przez księży, to jest w dużym błędzie. Większość kierunków w dużej mierze prowadzona jest przez osoby świeckie. Jednak nawet wykładowcy z koloratkami nie dają nam odczuć, że są kimś lepszym, czy ważniejszym od studenta. Wielu z nich podkreśla, że w naszej wspólnocie uczelnianej każdy jest istotny.

1500 PROMOCJA TK 20190310 107

To jak w praktyce wyglądają relacje student - wykładowca na KUL?
Przyznam, że czytając opinie o uczelni nie do końca wierzyłam że jest tak „kolorowo”. W praktyce wygląda to dużo lepiej. Doceniam, że każdy z nas studentów, traktowany jest dość indywidualnie. Na zajęciach często prowadzimy aktywną dyskusję, każdy ze studentów ma prawo zabrać głos. Słuchamy siebie nawzajem i podkreślamy swój punkt widzenia na dane zagadnienia. Wykładowca nie jest tutaj wyrocznią, jest bardzo doświadczonym partnerem do rozmowy, który po prostu udziela rad i pokazuje swój punkt widzenia. To jest niesamowite, że student może zabrać głos i wpłynąć na tok prowadzonego wykładu.

Rzeczywiście sporo osób chce uczestniczyć w takiej rozmowie?
Przeważnie tak. Zdarzało się nam wyjść z wykładu lub ćwiczeń po czasie bo chcieliśmy zakończyć pewien wątek rozmowy.

I nikt nie wyrywał się do wyjścia bo według planu wykład się skończył?
Nie. Szanujemy siebie nawzajem i swoje zdanie. Mamy taką zasadę, że nikomu nie przerywamy. Więc jeśli trwa dyskusja to nikt nie wychodzi bo regulaminowo jest już po zajęciach. Oczywiście nie przeciągamy wykładów w nieskończoność - zwykle staramy się żeby po końcu zajęć zamknąć dyskusję w maksymalnie 10. minutach. Studenci, którzy nie czują, że zaspokoili wiedzę mogą przecież spotkać się z wykładowcą na dyżurze.

Pewnie byłaś niekiedy na dyżurze u wykładowcy. Wielu studentów mówi, że to jeden z trudniejszych elementów studiowania. Wykładowca się spóźnia albo nie przychodzi wcale, a kolejny dyżur w przyszłym tygodniu.
Nie ukrywam, że przez dwa lata byłam na różnych dyżurach wykładowców chyba jakieś kilkanaście razy, zwykle w formie konsultacji. Słyszałam takie opinie od moich znajomych z liceum, którzy studiują na innych uczelniach. Zwykle dziwią się, gdy opowiadam jak to u mnie wygląda. Przez dwa lata nigdy nie zdarzyło się żeby jakikolwiek wykładowca spóźnił się na dyżur. Zwykle są przed czasem, nie mają problemu żeby zostać nawet kilkadziesiąt minut dłużej. Na KUL to wykładowcy są dla studentów. Każdego trzeba wysłuchać, doradzić i pomóc.

1500 PROMOCJA TK 20190310 071

Jednym z kryteriów “przyjazności” uczelni wobec studentów to jakość obsługi w dziekanatach. Dlaczego jest ona tak ważna?
Dziekanat to ważne miejsce dla studenta, przede wszystkim dlatego, że składa się tam wszystkie dokumenty, zdaje indeks czy choćby nawiązuje kontakty z wykładowcami. Dziekanat KUL nie różni się niczym od dziekanatów z innych uczelni - no może poza brakiem kolejek. Słyszałam, że na wielu uczelniach występują kolejki do dziekanatu. Na KUL nie zdarzyło się, żebym czekała dłużej niż przysłowiowe pięć minut.

A jak w praktyce wygląda kontakt z dziekanatami na KUL?
Krąży wiele historii o dziekanatach na różnych uczelniach. Większość z nich to opowieści o tym, że jeśli komuś uda się załatwić coś u pań w dziekanacie to jest prawdziwym studentem. U nas chyba jest trochę łatwiej. Bo tzw. panie z dziekanatu na naszym wydziale są zawsze uśmiechnięte, pomocne i mają dla nas czas. W razie pilnej potrzeby nawet w przerwie kawowej odkładają filiżankę i zapraszają do swojego biurka.

Czyli postrzegasz KUL jako przyjazną studentom uczelnię, zarówno ze strony wykładowców jak i administracji?
Oczywiście, każdy może się o tym sam przekonać. Studia na KUL to przede wszystkim wspaniali ludzie. Poznałam ich sporo na moim kierunku, w kole naukowym, parlamencie studentów oraz podczas organizacji Kulturaliów, w które byłam zaangażowana.