We wrześniu internet obiegła informacja, że Parlament Europejski przyjął projekt dyrektywy ws. praw autorskich. Lwia część środowiska internetowego wyraziła sprzeciw i zapowiedziała protest, chociaż znalazły się także głosy popierające “Artykuł 13”. Dwa dni temu do dyskusji włączył się sam YouTube zapraszając do udziału w kampanii #saveyourinternet.

YouTube icon our iconInternet jest dzisiaj miernikiem wolności. Swobodny przepływ informacji sprawił, że Internet stał się najważniejszym dostawcą treści XXI wieku. Do tego dochodzi również wolność użytkowników w wykonawczym wymiarze: wolność w dostępie do treści, w przechodzeniu bezpośrednio do źródła publikacji i najważniejsze: wolność w tworzeniu własnych treści.

W założeniu projekt dyrektywy ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym ma chronić interesy internetowych twórców oraz wydawców, którzy szybciej i skuteczniej będą mogli dochodzić swoich praw. Walka z kradzieżą cyfrowej własności będzie skuteczniejsza, a dobra niematerialne, czyli własność intelektualna, lepiej strzeżone przez prawo unijne. Wszystko rozbija się jednak konkretne przepisy, które mogą całkowicie zmienić dotychczasowe funkcjonowanie sieci.

W najprostszym tłumaczeniu, artykuł 13 ma na celu poważniejszą walkę z piractwem, jednakże jego zapisy zakładają, że na właścicielach serwisów, portali, blogów oraz dostawców usług internetowych, będzie spoczywać odpowiedzialność za treści tworzone przez klientów i czytelników (czyli Ciebie, mnie i wszystkich innych użytkowników sieci). Dotychczasowe sprawdzanie i filtrowanie czy odbiorca nie miał kontaktu lub rozpowszechniał treści w jakikolwiek sposób nielegalne z polskim lub europejskim prawem odbywało się w sposób wymienny: dana treść została zgłaszana przez użytkowników, a właściciele serwisów analizowali i decydowali o zdjęciu bądź pozostawieniu podmiotu zgłoszenia.

Zapisy artykułu 13 zmieniają paradygmat tej relacji, a treści udostępniane bądź tworzone przez użytkowników, jak parodie, satyry, remiksy, covery lub inne formy dozwolonego użytku, będą musiały z góry zostać uznane za naruszenie cudzej własności intelektualnej, a zadaniem użytkownika będzie udowodnienie, że materiał nie stanowi kradzieży. Piractwo i kradzież dalej są nielegalne i należy z nimi walczyć, ale walka z tym zjawiskiem, kosztem komfortu zwyczajnych internautów jest już formą cenzury prewencyjnej.

Z tego właśnie powodu, YouTube powołało do życia stronę internetową #saveyourinternet, na której w nienachalny i zaskakująco racjonalny sposób nawołuje do protestu przed Artykułem 13.

Nie wiadomo jeszcze, jakie zmiany zostaną wprowadzone i aktualnie trwają negocjacje unijnych urzędników z polskimi władzami w sprawie zapisów dyrektywy. Państwa członkowskie przy wdrażaniu dyrektywy, będą musiały określić, w jaki sposób chronione będą prawa użytkowników do swobody wypowiedzi. Dyrektywa jedynie sygnalizuje, że użytkownicy powinni mieć możliwość odwołania się od decyzji portalu i że takie odwołanie powinno być rozpatrywane przez człowieka, a nie przez maszynę.

Niezależnie czy siedzicie w muzyce i amatorsko robicie mash-upy swoich ulubionych piosenek, czy tworzycie artystyczne kolaże klasyków sztuki: Artykiuł 13 wpłynie na Wasze życie i działalność. Nie każemy Wam zaangażować się w kampanię zorganizowaną przez YouTube'a, aczkolwiek warto mieć rękę na pulsie i być dobrze poinformowanym, jakie dalsze kroki zostaną powzięte i jak odbiją się na działalności niemalże całej branży kreatywnej.

Komentarze obsługiwane przez CComment